wtorek, 21 listopada 2017

kim byłam, kim jestem, kim będę

Kim byłam?
Te siedem lat od założenia bloga do teraz to czas ogromnych zmian w moim życiu. I to zupełnie normalne. Bo przecież nie sposób przez siedem lat ciągle być takim samym człowiekiem, być ciągle w tym samym miejscu swojego życia i mieć ciągle te same opinie, zainteresowania i pasje. Fakt pewne rzeczy pozostają niezmienne, ale wydaje mi się, że przeważa ilość zmian.
Kim więc byłam przez te siedem lat? 
Gdybym chciała Wam jednak opisać te wszystkie zmiany,  których doświadczyłam dnia i nocy by nie starczyło. Spróbuję więc wyciągnąć esencję z tego kim byłam przez ostatnie lata. Kim byłam pisząc tu do Was. 
Byłam najpierw narzeczoną, potem stałam się żoną. Siostrą byłam, zakochaną w swoim siostrzeńcu ciocią, coraz dojrzalszą córką, synową, szwagierką. Byłam osobą pracującą z dziećmi i niejednokrotnie czerpiącą z tego sporo radości, ale i skrajnie innych od radości emocji też. 
Byłam beztroską dziewczyną, pełną spontaniczności i radości z życia. Byłam też rozważną i mądrą kobietą. Byłam pełna kompleksów i obaw. Jednocześnie powoli przyzwyczajałam się do myśli, że wcale tych kompleksów nie powinnam mieć, a jeśli nawet coś jest nie tak, to najczęściej zwracam uwagę na to tylko ja. Byłam dziewczyną która kochała książki i dosyć często w nie uciekała. Byłam kobietą, która zbudowała wspaniałą przyjaźń, świetne relacje z wieloma osobami i wiele relacji też straciła, zrujnowała lub z nich sama z premedytacją zrezygnowała. 
Byłam kobietą walczącą z całych sił o swoje marzenie. Byłam kobietą która nieraz wątpiła w siebie, w swoją moc i możliwości. Która upadała, ale się podnosiła. Która czasem nie wiedziała czego chce, a czasem wiedziała to aż za mocno. 
Byłam...
Jestem...
No właśnie, kim jestem teraz? 
Przede wszystkim kochani jestem teraz mamą. Spełniłam swoje marzenie, wygrałam walkę i dziękuję i za tę walkę i za jej wygranie każdego dnia, gdy tylko patrzę w oczy mojej małej córki. Jestem mamą i choć to jedna z najtrudniejszych ról w moim życiu to nie zamieniłabym jej na nic innego. 
Jestem nadal żoną, nadal siostrą, nadal zakochaną w swoim siostrzeńcu ciocią, córką, synową, szwagierką, nauczycielką, przyjaciółką, dziewczyną kochającą książki. Lecz każda z tych moich ról, jest mam wrażenie już inna i choć nie zawsze zrealizowana dostatecznie dobrze przez macierzyństwo, to dzięki temu macierzyństwu dojrzalsza i pełniejsza. I wiecie co? Nadal upadam, nadal wątpię, nadal zdarza mi się nie wiedzieć czego chcę, ale jestem jakby spokojniejsza. Jakbym wiedziała, że jestem we właściwym miejscu w swoim życiu. Jakbym w końcu nauczyła się z niego cieszyć i za nie dziękować. Jakbym nie musiała sprawdzać co jest za mną i co przede mną. 

Kim więc będę? Sobą. Po prostu sobą. 
I Wam radzę to samo! 

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy i mądry post. Zgadzam się - trzeba być po prostu sobą. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! Kasia!
    Gratuluję Ci z całego serca!
    Aż nie mogę uwierzyć w to, że się udało! Cieszę się tak bardzo, jakby to było moje szczęście - wiesz o czym piszę :)

    Cudownie!

    Jednak macierzyństwo zmienia kobietę - niby jest się tą samą osobą, a jednak spojrzenie na wszystko przybiera inną perspektywę. Nadal pełnisz te same role życiowe co wcześniej, a jednak inaczej je postrzegasz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kibicowałam Ci Kasiu w sercu, choć nigdy głośno nie poruszyłyśmy tego tematu na naszych książkowych spotkaniach. Cieszę się bardzo z Twojego szczęścia i mam nadzieję, będzie nam dane wypić jeszcze jakąś kawę!

    OdpowiedzUsuń